Tuły  Laskowice Oś

Wydarzenia, zdjęcia, historia, ludzie

 
 
Strona Główna
Galerie zdjęć
Parafia
Tuły
Kościół
Zdjęcia kościoła
Historia
Zamek
Młyn
Laskowice
Nowy kościół
Stary kościółek
Mumia
Historia
Zdjęcia
Stare pocztówki
Tuły
Laskowice
Ludzie:
Powołania
Proboszczowie
- ks. Skrobek
- ks. Kwapis
- ks. Kała
Sołtysi
Przyroda
Mapy
Ciekawe strony
Archiwum
Księga gości
Kontakt

Biblia Pauperum - Biblia dla ubogich
Laskowice dotykają dzieła swych przodków

Piątek, jak każdy inny, może piękniejszy, bo świadectwa już rozdane i dwa miesiące ferii. Zadzwonił proboszcz, aby podjechać do konserwatorów pracujących w starym kościółku. Pięc godzin wpatrywania sie w stare belki. Opłacało się! To co zobaczyłem rozpaliło we mnie najgłębszą granicę radości i rozkoszę umysłu.
Kiedy Laskowice strukturalnie podlegały pod czarnowąski klasztor mieszkańcy oprócz uczestnictwa w nim na nabożeństwach, zanosili swe modły ku niebu pod menzą zamykanego na 2 furty ołtarza poświęconego świętej Jadwidze Śląskiej, umieszczonego na zachodniej stronie cmentarza.
Po budowie pierwszej świątyni - raczej kaplicy, zaplanowano w 1685 roku wybudowanie nowego kościoła, co urzeczywistniło się w roku 1686. Rok później wiejska drewniana świątynia wizytowana była przez opolskiego Archidiakona Martina Theophila Stephetiusa, który w skrupulatny sposób opisał nowy Dom Boży. W akcie wizytacyjnym opisał dokładnie paramenta kościoła oraz jego dochody. Mimo szczegółowego opisu ambony, chrzcielnicy i świątyni dodał zdanie: świątynia jest wystarcząjąco dekorowana.
Nawet w 1987, 300 lat po wizytacji, przy obchodzie jubileuszu kościółka nikt nie zwrócił uwagi na to zdanie. Jedynie najstarsi mieszkańcy Laskowic wspominali znane im tylko już z opowieści piekło na ścianach kościoła, które swym szkaradnym wyglądem straszyło wiernych.
XIX-wieczne królewskie nakazy kazały obielić ciemne ściany drewnianych świątyń. Wyglądało to estetycznie, ale na dziesięciolecia zakryło Biblię Pauperum.
Kiedy w roku 2010 mała społeczność Laskowic próbowała skorzystać z europejskiego projektu dofinansowania restauracji kościoła, nie spodziewała się, że oprócz skarbu w podziemiach - mumii (Laskowickiej Śmierci z 1608 roku) prawdziwy skarb znajduje się na ścianach kościoła. Krakowscy konserwatorzy odkryli go w piątek 25 czerwca br.
Najpierw ukazały się przyłożone do siebie palce, następnie szaty, tors i twarz przepięknej młodej kobiety trzymającej w zaciśniętych palcach różę. Jej ciało wydaje się być w ruchu, a szata delikatnie unosi się w powietrzu. Jej twarz zdobi mistyczny uśmiech, a oczy wywołują niepokój w spoglądającym na nią widzu. Głowa okryta jest turbanem. Pod nim delikatnie spływają kosmyki włosów.
Konserwatorzy na każdej ścianie dokonywali odkrywek. Pod każdą coś wychodzi, otwierając znów swe oczy na obecny świat. Kolejna tajemnica i ustny przekaz o małym drewnianym kościółku zostały rozwiązane. Co jeszcze mogą kryć pod sobą warstwy starej farby? Czas pokaże. Ale czasu nie da się już zahamować. Reszta świętych z polichromii oraz znane z legend piekło, czekają na to, aby znów zachwycać i odrażać oko widza.

Kościół św Wawrzyńca w Laskowicach

Stary drewniany kościółek, który stoi w Laskowicach już od 1686 roku, służył mieszkańcom na codzień do 1995 roku, kiedy to poświęcono nową świątynię. Kościołowi patronuje święty Wawrzyniec, którego wspomnienie obchodzimy 10 sierpnia, nadal świętuje się również drugi odpust, świętej Barbary, w dniu 4 grudnia.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć w galerii Picasa


Legenda o kościółku w Laskowicach

Zimą roku 1684 mieszkańcy Laskowic uradzili, z racji, że stara kaplica jest za mała, a ludzi coraz więcej, iż trzeba wystawić nowy Dom Boży, który pomieściłby coraz to przybywających mieszkańców. "Ky bymyng stawiać nowy kościół, to wystołwma go blizyj wsi, co nie be trza tak daleko do niego bes tyn las melać", uzgodnili najstarsi, siedząc za stołem przy winie. Jak orzekli, tak uczynili i wiosną 1685 rozpoczęli prace budowlane. Jedni ścinali w lesie wiekowe dęby, inni przywozili je na miejsce, aby trzeci mogli je obrobić i przyszykować do budowy. Wybrali też nasi przodkowie miejsce pod nową świątynię; w północnej stronie nieco od wioski, na dzisiejszej ulicy Polnej. Kiedy zwieżli już budulec i uzgodnili plan swojej świątyni od razu chcieli zabrać się do pracy. Jednak dusza ochocza, ale ciało słabe. Przecież przez ostatnie tygodnie sprężyście przygotowywali materiały, więc czemuż teraz za jedno popołudnie mieliby zbudować świat. "Dejma się chopy jus dzisiej pokój. Wyśpima się nołprzód, a jutro, yno Pon Bóg łobudzi ziymia grajfniymy za robata a momy i moc a moc" powiedział stary Held. Poszli więc spać. Nad całą wsią zabłysnęło milion gwiazd i wielki Lołrync, który rozświetlał drogi, pola i las. Noc była cicha i spokojna jak gdyby sam Pan Bóg układając do snu kołysał ją na skrzydłach aniołów. Nawet psy spały jakoby wiedziały, że nadchodzący nowy dzień zmieni historię Laskowic. Tylko tu i ówdzie słychać było odgłosy sów i cichy tupot podążających za pokarmem myszy. Nim pierwsze promienie słońca wzbiły się zza lasu, wieś tętniła już życiem. To gokle obwieściły, że czas już wstać. W pośpiechu zaopatrzono bydło, świnie i drób. Niektórzy nie zdążyli nawet nic zjeść, tak byli przejęci tym dniem. Już zamykali furtki za sobą, gdy usłyszeli biegnącego w ich stronę młodego Gmyrka. Wszyscy myśleli, że chce się z nimi podzielić dobrą nowiną, gdyż jego żona była brzemienna i na dniach miała porodzić. Jednak nie, ten okrzyk był tylko ostrzeżeniem przed tym, co miało na nich spaść jak kamień w wodę. "Jołzejch stanon prandzyj i poleciołch na plac coby jus co napoconć. Joł tu zońdam, a tu ani jednej belki niy ma, sie jy fto porwoł, abo diołbli zezarli?", wypowiadając to uczynił znak krzyża i ze skruchą uderzył się w pierś. Nikt nie chciał mu w to uwierzyć i kpiąc z niego ruszyli w stronę, gdzie czekała ich mozolna praca. Gdy przybyli na miejsce wrośli w ziemię jak spadające z nieba kamienie. Nie wiedzieli co powiedzieć i co począć, gdyż drewna rzeczywiście nie było. Nim zdążyli coś powiedzieć zauważyli wracającą z cmentarza starą Paskę, która zmierzała ku nim. "Dyć mie się zdało, izejśta tyn kościół chcieli tukej stawiać, a ze dzisiej chcieliśta napoconć z robotom to zejch posła do mojygo Lołrynca na grób, coby mu pedzieć, izejśta jus zacli, bo łón się tak na tyn dziyń radowoł, a borołk go niedozoł. Asle joł zajrzam, a cołky drzewo lezy kole starej kapele, a wyśta som tu". Gdy to usłyszeli czym prędzej pobiegli na górkę, gdzie stała stara kaplica, a ujrzawszy poukładane drewno uznali to za żart i nie ociągając się za długo zabrali się za do przetransportowania belek na wyznaczone miejsce. Mimo iż poranek był pochmurny to popołudniowe słońce zażarcie przypalało twarze i karki mężczyzn, którzy wśród kurzu i kapiącego na świętą ziemię potu z mozołem przewozili przy pomocy bydła ciężkie kloce drewna. Kiedy już wszystko przewieźli, a dzień się nachylił i miał ku zachodowi, zmęczeni udali się na spoczynek. Rankiem, po zakończeniu codziennych czynności znów udali się na budowę. Przybywszy na miejsce nie wiedzieli co robić: krzyczeć, śmiać się, czy płakać. Tego drewna znów nie było. Jednak tym razem od razu pobiegli w stronę starej kaplicy, gdzie jak poprzedniego dnia znaleźli starannie poukładane belki. Kolejne krople potu, kolejne rany, postękiwanie zakurzonych mężczyzn i ryk poganianych krów. A po tym wszystkim usiedli na przewiezionym drewnie i uradzili, iż tak dalej być nie może. "Przisło nom na to ize musimy się łostajlować i bes noc trzimać wacha, co zmiarkujymy fto to nołs robi za bołzna".
Do północy nic się nie działo. Lecz gdy nadeszła dwunasta zachmurzone niebo rozciągnęło swe ręce i wyłoniło swe dziecię - księżyc. Ten, który trzymał straż zląkł się bardzo, gdyż zaczęło się dziać coś dziwnego. Ziemia się otwarła, a z jej czeluści wyłoniły się trzy potężne "Kejfry" o niesamowitej sile. Czerwone ślepia stworów przysporzyły naszemu obserwatorowi niezłego strachu, lecz on stał nie wiedząc, czy to jawa, czy sen. Zaś stworzenia te brały na swe grzbiety drewno i przenosiły je na górkę. Rano koguty nie musiały nikogo budzić, gdyż ten, który to widział wszystkich wyrwał ze snu i o wszystkim opowiedział. Słuchacze uznali tę noc i to zajście za znak Boży. "Niech tak bandzie jak Pón Bóg chce", powiedzieli, a udawszy się na górkę wystawili do roku 1686 przepiękny kościółek. W miejscu, które obrali na pierwotne miejsce pod świątynię, na pamiątkę tej cudownej nocy ludzie wystawili kapliczkę z figurą św. Józefa cieśli. Znak to, że był patronem przy pracy i tak jak on pogodzili się z Bożym Zamysłem. Figurę i kapliczkę zmieniano z upływem czasu wielokrotnie, jednak pamięć o tych nocnych zajściach przetrwała w ludzkiej pamięci do dziś. Przechodząc obok tego miejsca mieszkańcy z pokorą zdejmują kapelusze i skłaniając głowy czynią na piersiach znak krzyża.




 

© Krystyna Kaufman & Daniel Pach - Zabrania się kopiowana i powielania zawartych materiałów bez zgody Administratora